poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Francuskie ślady w Bydgoszczy

Byli mimowolnymi i nieświadomymi fundatorami wielu budynków w Bydgoszczy. Francuskie złoto z kontrybucji wojennych nałożonych w 1871 roku płynęło do wszystkich miast w państwie Bismacka, również do Bydgoszczy. To właśnie pod koniec XIX wieku powstały w naszym mieście wszystkie okazałe budynki publiczne, nawet budowę niektórych budynków mieszkalnych i wielu bogato zdobionych kamienic, a także modernizację Kanału Bydgoskiego sfinansowano z tej ogromnej kontrybucji. Bez niej taki rozkwit budownictwa nie byłby możliwy.

Złoto jak to złoto, służy do kupowania, płacenia, finansowania. Na budynkach budowanych za kontrybucyjne pieniądze nie ma żadnych śladów, że zostały zbudowane za francuskie złoto. Jest jednak w Bydgoszczy inny ślad tej przegranej przez Francuzów wojny Na najstarszym bydgoskim cmentarzu jest kawałek ziemi, który można by nazwać francuskim.



Drugi francuski ślad w naszym mieście jest jakby trochę z innej bajki, jest to most kolejowy przez Brdę nazywany jeszcze dzisiaj „Mostem Francuskim”. Nazwa ta przylgnęła do niego, ponieważ w 1931 roku uczestniczyło w jego budowie Francusko Polskie Towarzystwo Kolejowe.


niedziela, 5 lutego 2012

Kanał Juranda w Malborku




Każdy kto uważnie oglądał zamek krzyżacki w Malborku mógł stwierdzić, że jest on niespotykanie wielki i rozległy, ale nie tylko to czyni go niezwykłym. Odwiedzającym go Chińczykom, Japończykom, Wietnamczykom, itd. kryterium wielkości w zupełności wystarcza, przyciąga ich sam fakt, że jest to największa na świecie kupa średniowiecznych cegieł. Przyjeżdżają więc i robią sobie fotki, żeby tę osobliwość zaliczyć.

















My jednak nie jesteśmy Chińczykami tylko Polakami i żyjemy w państwie, które kiedyś z państwem zakonnym sąsiadowało. Wiemy, że wielkość zamku wynika z tego, iż skupiał się w nim cały krzyżacki przemysł zbrojeniowy, odzieżowy, piwowarski, itd. Jednak nie tylko wielkość wyróżniała Malbork spośród wszystkich innych zamków krzyżackich. Prawie wszystkie inne zamki to proste, surowe i do bólu funkcjonalne warownie obronne. Chciałoby się powiedzieć - tak praktyczne w swej prostocie, że aż ponure. Nie ma w nich miejsca na żadne ozdoby, nic co by odstawało od codziennego życia średniowiecznego mnicha – rycerza. Zamek w Malborku taki  nie jest. Świadczą o tym liczne rzeźbione detale, a także liczne zbytkowne sale biesiadne z marmurowymi kolumnami, które do dziś przypominają o przepychu odbywających się w nich uczt.















Skąd taki przepych i skąd takie świeckie obyczaje u skromnych mnichów prowadzących przeważnie bardzo surowy tryb życia? Zapewne Krzyżacy chcieli olśnić swych gości i pozyskać nowych braci zakonnych. Wiadomo przecież, że mnisi nie rozmnażali się w sposób naturalny i jedynym sposobem na powiększenie liczby braci – rycerzy było werbowanie członków rodzin rycerskich z państw niemieckich lub z Francji. Gdyby więc taki młody kandydat na członka Zakonu obejrzał przed złożeniem ślubów taką warownię na przykład w Świeciu nie wiadomo czy chciałby te śluby później złożyć. Widząc natomiast krzyżacką stolicę przyćmiewającą bogactwem i wspaniałością jego rodzinną siedzibę decydował się łatwiej.
Niewątpliwie kompleks zamków krzyżackich w Malborku to duże osiągnięcie architektoniczne i inżynieryjne średniowiecznych budowniczych. Niewiele jednak osób zdaje sobie sprawę, że wysiłek włożony w zbudowanie zamku to mały pikuś w  porównaniu z wysiłkiem, który włożył Zakon w budowę Kanału Juranda, obecnie część tego kanału nazwali  Malborską Młynówką. Oczywiście Krzyżacy nazywali ten niewielki kanał inaczej, zbudowali go po to, żeby doprowadzić wodę do fos zamkowych. Liczył ten kanał, nadal zresztą istniejący, kilkadziesiąt kilometrów i Krzyżacy budowali go około 50 lat. Na Nogacie nie było wtedy śluz, które obecnie spiętrzają wodę. płynął więc znacznie niżej niż teraz i do zasilania fosy się nie nadawał. Poza tym poziom wody w Nogacie często się zmienił i był zależny od stanu wody w Wiśle.



 Doprowadzenie nim wody do Malborka z odległego jeziora wymagało precyzyjnych pomiarów uwzględniających  różnice poziomów. Przede wszystkim, żeby woda zechciała płynąć w pożądaną przez zakonników stronę trzeba było podnieść poziom wody w jeziorze. W średniowieczu!!! Nawet dzisiaj nie wydaje się to proste i łatwe. W dalszym biegu kanał pokonywał wzgórza, które trzeba było zniwelować, a w jednym miejscu został przeprowadzony ziemnym akweduktem nad doliną, której dnem płynie strumyk. Strumyk przepływa kamiennym przepustem 10 metrów pod kanałem. Krzyżacy spiętrzając wodę w kanale utworzyli kilka sztucznych jezior, dzięki spiętrzeniom woda płynąca do fosy zamkowej w Malborku napędzała po drodze 6 młynów.

sobota, 24 grudnia 2011

Święta Dorota z Kwidzyna

Rzecz się działa w mieście Marienwerder, po polsku Kwidzyn.
Dorocie z Mątowów przypadło żyć w trudnych dla kobiet czasach. Zamknięte były wtedy dla rodzaju żeńskiego szkoły, uniwersytety, stanowiska państwowe, itp. nie mogła więc Dorota wyróżnić się jako urzędnik, wódz czy też naukowiec. To ona jednak, a nie tysiące współczesnych jej mężczyzn weszła do historii i została zapamiętana. Stała się przedmiotem kultu i podobno oddawał jej cześć mistrz zakonu krzyżackiego Henryk von Plauen. Na pewno czci ją papież Benedykt XVI, bo specjalnie dla niej przybył do Kwidzyna jeszcze jako kardynał Ratzinger.
Jej kult rozpowszechniony do dzisiaj szczególnie w Bawarii został zatwierdzony przez Kościół w 1976 roku i od tego czasu Dorota oficjalnie jest świętą. Co takiego szczególnego uczyniła Dorota, że została zapamiętana? Została dobrowolnie pustelniczką, kazała się zamurować w małej celi w kwidzyńskiej katedrze i przez niewielki otwór kontaktowała się tylko ze swoim spowiednikiem. Co ją skłoniło do takiego czynu? Ciężkie życie i dramatyczne wydarzenia, od dziecka chciała zostać mniszką, ale jej ojciec miał co do niej inne plany i wydał ją za mąż gdy miała 16 lat. Jej mąż był brutalny i 20 lat od niej starszy. Urodziła mu dziewięcioro dzieci w ciągu 12 lat życia, co oznacza że prawie bez przerwy była w ciąży. Ośmioro z nich nie przeżyło wieku dziecięcego.







Katedra kwidzyńska nie była takim zwykłym kościołem, bo wchodziła w skład zespołu obronnego wraz z przylegającym do niej zamkiem. O jej funkcji obronnej świadczy między innymi krużganek strażniczy umiejscowiony tuż pod dachem. Zamek nie zachował się wprawdzie w całości ale do naszych czasów dotrwała duża jego część. Przetrwała też wieża ustępowa, która wyróżnia go spośród innych krzyżackich zamków. Stoi ona w bardzo dużej odległości od zamku, a więc każdy ówczesny jego mieszkaniec w nagłej potrzebie musiał odbywać bardzo długą wędrówkę.







Na dziedzińcu zamkowym stoją dwie armaty skierowane w stronę Wisły, a więc z grubsza na zachód. Dziś już ciężko byłoby dociec jakie armie się nimi posługiwały, kto z nich strzelał, a kogo zabijały. Wiadomo jednak z całą pewnością gdzie i kiedy zostały wyprodukowane.