Od zewnątrz prezentuje się imponująco, bardzo wysokie mury i droga dojazdowa wyposażona kiedyś w most zwodzony. Szokuje swoim ogromem, stoi właściwie na pustkowiu wśród lasów i jezior w oddaleniu od jakichkolwiek miejscowości, daleko od ważniejszych dróg.
Na próżno można by w nim szukać dwóch takich samych baszt, bo każda jest budowana w innym stylu. Być może dlatego, że budowano go dość długo, a w tym czasie zmieniały się zasady obronności i kolejne baszty stawiano w myśl nowych wymogów.
Możliwe jest także to, że dużą rolę odegrały liczne przebudowy dokonywane w XVI i XVIII wieku w celu uczynienia z zamku jak najwygodniejszej rezydencji. W założeniu i w pierwotnej wersji, czyli w XIV wieku zamek miał mieć funkcje obronne. O ile wiadomo nie doszło jednak nigdy do oblężenia i obrony. Dlatego zamek powoli zmieniał się w typową rezydencję, pełnił rolę siedziby rodu, oryginalnego pałacu. W murach obronnych zamiast strzelnic wybito wygodne okna,
A po rezygnacji z mostu zwodzonego zbudowano szeroki podjazd do bramy dogodny dla powozów. Brama jest umieszczona wysoko, ponieważ dziedziniec wewnątrz murów położony jest znacznie wyżej niż grunt pod murami. Krzyżacy budując zamek sprytnie wykorzystali wzgórze, obudowali je murem zewnętrznym, a następnie zniwelowali grunt w środku, między murami.
Po wejściu na dziedziniec zamek przestaje wyglądać oszałamiająco, robi raczej przygnębiające wrażenie. Nie chce się wierzyć, że większa część tego dziedzińca była do1945 roku zabudowana. Przez część XVIII, cały XIX i początek XX wieku, a więc około 200 lat zamek był siedzibą bogatej pruskiej rodziny. Przez cały ten czas upiększali go i gromadzili w nim dzieła sztuki, w zamku były 52 pokoje, ogromna biblioteka sala teatralna, oranżeria, a pod zamkiem ogród i korty tenisowe.


Wszystko to przetrwało do II wojny światowej, przetrwało także prawie całą wojnę i stacjonowanie różnych jednostek niemieckich. Nie przetrwało niestety krótkiego okresu, na który zajęła zamek Armia Czerwona. Żołnierze radzieccy nie prowadzili na zamku żadnych działań militarnych (chociaż trudno w to uwierzyć oglądając ruiny) oni tam tylko stacjonowali. Wandalizmem i dewastowaniem zajmowali się zapewne dla zabawy albo z wrodzonej inteligencji. Zniszczyli wszystko co nie dało się wydłubać, odłupać, wywieźć, a później jeszcze pozostałości podpalili i powysadzali.
Nie pomógł także zamkowi okres PRL-u i zapobiegliwość okolicznych chłopów, kto wie w ilu domach i oborach kryją się pod tynkiem krzyżackie cegły. Zapewne nie pomoże zamkowi fakt, że jego właścicielem został prywatny przedsiębiorca. No bo co on niby może z nim zrobić/
Chełmno i Świecie to dwa konkurujące ze sobą miasta rozłożone naprzeciwko siebie po dwóch stronach Wisły. Chełmno to miasto z wieloma zabytkami i bogatą historią, wiele miast w Polsce powstawało na prawie chełmińskim. Świecie zawsze było mniejsze i skromniejsze, dopiero w latach 60-siątych XX wieku przerosło ostatecznie rywala. Stało się tak za sprawą największego w naszym kraju kombinatu papierniczego zbudowanego właśnie w Świeciu, a właściwie obok, bo kombinat zajmuje ogromną powierzchnię. Poza tym strasznie smrodził, były dni kiedy czuć było odór świeckich Zakładów Celulozy i Papieru w odległej o 46 kilometrów Bydgoszczy. Dodatkowym hitem tamtych pięknych czasów był fakt, że drewno do produkcji papieru wożono do Świecia z Bieszczad. Tak, tak w PRL-u nie było bezrobocia, a państwo dbało o to, żeby kolej miała co robić. Kombinat powstał głównie po to, żeby dać pracę okolicznym mieszkańcom. Mało było w Świeciu rodzin, których przynajmniej jeden z członków nie pracował w tym kombinacie. W takim Swieciu dorastałem i takie Świecie pamiętam, kiedyś gdy byłem w Chełmnie jeden z kolegów zaprowadził mnie w miejsce skąd roztaczał się „najpiękniejszy widok na Świecie”
Tak naprawdę to widok wcale nie jest szczególny, bo większa część Świecia położona jest w dolinie i w głębi duszy zawsze jako Świeciak zazdrościłem Chełmnu pięknej panoramy. Miasto położone jest na wzgórzu, które stanowi wysoki brzeg doliny Wisły i zabytkowe budowle są doskonale widoczne na tle nieba.
Nie byłoby może w Świeciu nic godnego uwagi, w miasteczku znajduje się wprawdzie schludny ryneczek
z ratuszem, który pamięta czasy, gdy biurokracja była jeszcze w powijakach,
pomyśleć tylko, że w tym małym budyneczku mieścili się wszyscy urzędnicy miejscy, ale co poza tym w Świeciu?
No właśnie poza tym w Świeciu, a właściwie to w miejscu gdzie kiedyś się ono znajdowało, czyli w widłach Wisły i Wdy, znajdują się pozostałości i to nawet nieźle zachowane po warowni krzyżackiej. Sam zamek wydaje się być potężny, a wieża góruje na okolicą. Z jej szczytu rozciąga się widok na miasto, które przeniosło się już dawno na drugą stronę Wdy, żeby uniknąć zalewania przez dwie rzeki.
We wnętrzu zamku jest prowizorycznie urządzona sala projekcyjna i scena oraz małe muzeum. Burmistrz Świecia chciałby tam urządzić centrum konferencyjno hotelowe jednak stanęło mu na drodze malutkie zwierzątko. Okazuje się, że zamek wykorzystują jako zimowisko nietoperze nocek duży i mapek, zwłaszcza ten ostatni jest unikatem w skali Europy, zagrożony wyginięciem. Niełatwo więc będzie burmistrzowi uzyskać dotację na remont zamku z unii, bo inwestycję blokują ekolodzy.
Warto jeszcze w Świeciu obejrzeć stary gotycki kościół nazywany farą.
Znajduje się on po tej samej stronie Wdy co zamek, czyli tam gdzie kiedyś było miasto. W obecnym stanie kościół farny stanowi zlepek różnych stylów, budowany był w stylu gotyckim, później burzony i odbudowywany, uzyskał wiele elementów i cech późnobarokowych oraz renesansowych. Przez cały okres Polski Ludowej pozostawał w całkowitej ruinie, zaś od roku 1990 był intensywnie odrestaurowywany i odbywają się już w nim nabożeństwa.
Oficjalnym symbolem Świecia jest zamek, którego makieta stoi przy Urzędzie Miejskim. Twórców makiety poniosła trochę fantazja i przedstawili zamek może nie taki, jaki był w rzeczywistości, a bardziej taki, jak sobie wyobrazili. Trzeba jednak przyznać, że zamek przedstawiony za pomocą makiety wygląda bardzo atrakcyjnie i zachęca do obejrzenia oryginału, a przecież o to w końcu chodzi.
Polski Indiana Jones, czyli Pan Samochodzik kojarzony jest ze Stanisławem Mikulskim i cały czas ma w naszym kraju grupę fanów, którzy mają nawet swoją stronę: http://www.nienacki.art.pl/ . Raz w roku zjeżdżają się oni w Jerzwałdzie i wspólnie dyskutują o twórczości Zbigniewa Nienackiego, który Pana Samochodzika stworzył oraz komentują kolejne powieści jego naśladowców. Odwiedzają także miejsca opisywane w książkach Nienackiego. W Jerzwałdzie stoi dom pisarza, w którym tworzył swoje kolejne powieści i w Jerzwałdzie znajduje się jego skromny nagrobek.

Podziwiający jego twórczość miłośnicy stawiają mu tutaj znicze lub zatrzymują się, żeby po prostu chwilę podumać. Atmosfera i klimat tych okolic nad Jeziorakiem sprawia, że bardzo łatwo zrozumieć, dlaczego pisarz pokochał tą krainę i poświęcił jej wiele swych książek.
Łatwo też zrozumieć, dlaczego w umyśle autora powstał pomysł pływającego samochodu patrząc na Jeziorak ze smażalni „Skarpa” w Siemianach. Byłem tam w ostatnią sobotę przed rozpoczęciem sezonu żeglarskiego, a już pełno było tam wodniaków na jeziorze i na brzegu.

Cały Jeziorak to ogromny akwen mnóstwo odnóg, wysp i półwyspów, więc poruszanie się po tych terenach samochodem – amfibią, musi przemawiać do wyobraźni okolicznych mieszkańców.

Na mnie duże wrażenie wywarła powieść Nienackiego „Dagome Iudex”, którą przeczytałem 20 lat temu. Czasami jednak do niej wracam, bo posiadam, jej pierwsze wydanie.
Autor przedstawił w tej książce swoją wersję powstania państwa polskiego, recenzując przy okazji wszystkie przekazy kronikarzy i dając do zrozumienia, że pisane prze nich teksty muszą być subiektywne. Wyszedł ze słusznego moim zdaniem założenia, że nie można tworzyć państwa samą tylko walecznością i dobrymi uczynkami, potrzebne są także: trucizna, zdrada i kłamstwo, żeby odpowiednio zmanipulować społeczeństwo. Nienacki zauważa, że każda władza charakteryzuje się wiarołomstwem, kłamstwami i nie dotrzymywaniem obietnic.

Zacytuję wstęp do tej powieści, wiele mówiący o sztuce rządzenia „Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest więc moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy, tak aby te określenia przyjęły się powszechnie. Władza nazywa, co jest dobre, a co złe, co jest białe, a co czarne, co jest ładne, a co brzydkie, bohaterskie lub zdradzieckie; co służy ludowi i państwu, a co lud i państwo rujnuje; co jest po lewej ręce, a co po prawej, co jest z przodu, a co z tyłu. Władza określa nawet, który bóg jest silny, a który słaby, co należy wywyższać, a co poniżać.”
Twierdzenia te mają w książce wydźwięk ironiczny w tym sensie, że białe może być białe, a dobre może być dobre tylko wtedy, gdy tak zdecyduje władza, która może zawsze zmienić zdanie. Takie przekonania mogą dziwić, zwłaszcza gdy autorem jest członek PZPR i aktywny działacz systemu. Pamiętamy przecież o tym, że Stalin był najpierw dobry, a później zły, że tak zwana „prawda katyńska” się zmieniała, że operację „Wisła” przeprowadzono dla dobra ludności, a propaganda sukcesu czyniła nas szczęśliwym społeczeństwem.

Dzisiaj również „Dagome Iudrx” nie straciła aktualności. Nie chce mi się nawet o tym pisać ale chyba każdy wie ile obietnic nie dotrzymała nasza władza ...
Starogard Gdański jest właśnie tym miastem, jest znany może nie tylko z produkcji tej wódki, większość ludzi w naszym kraju kojarzy to miasto głównie z Kocborowem – szpitalem dla psychicznie i umysłowo chorych.
Ten ogromny, XIX wieczny zabytkowy kompleks budynków był przez długie lata bardzo samodzielnym, zamkniętym obiektem. Posiadał własną kotłownię, piekarnię, pralnię, wieżę ciśnień i wspaniały park.
Pamięta lata kiedy panowało przekonanie opinii publicznej, że najlepiej jest koncentrować wszystkich umysłowo chorych i trzymać ich zamkniętych w jednym miejscu. Dzisiaj ta opinia społeczeństwa, a także polityka zdrowotna, zmieniły się. Być może dlatego, że zauważono słabe postępy leczenia w tego typu ośrodkach, jeżeli trafiał do niego nawet ktoś nie do końca chory, to zazwyczaj już w nim zostawał. W każdym razie obecnie panuje trend rozśrodkowujący poradnie i oddziały leczenia psychiatrycznego po wszystkich normalnych szpitalach. Wielkie ośrodki takie jak ten w Kocborowie straciły więc rację bytu, chociaż nadal funkcjonuje tam oddział zamknięty dla tych, którzy są niebezpieczni dla otoczenia.
W Starogardzie Gdańskim, 50-tysięcznym obecnie mieście, znajduje się nie tylko zakład psychiatryczny i wytwórnia wódek . Sama miejscowość miała dość burzliwą i złożoną historię, a zmienne koleje losu obfitowały w okresowe zmiany narodowości jej mieszkańców. Każdy z tych okresów pozostawił po sobie jakieś ślady, z wyjątkiem oczywiście tych najdawniejszych, których śladów musielibyśmy szukać pod ziemią.
Początkowo ziemie te nad rzeką Wieprztcą należały do różnych niechrześcijańskich książąt pomorskich, którzy stopniowo stawali się władcami chrześcijańskimi. Jeden z nich podarował osadę i okolice zakonowi Joanitów, którzy później odsprzedali je zakonowi krzyżackiemu. Po sekularyzacji zakonu miasto było częścią Związku Pruskiego, a następnie Prus Królewskich, po rozbiorze Polski było do 1920 r. częścią państwa pruskiego.
Krzyżacy nadali Starogardowi prawa miejskie, zbudowali mury z basztami i rozbudowali kościół farny. Z czasów pruskich pochodzi dziwny kościół Świętej Katarzyny, którego strzelista wieża jest najwyższą budowlą w mieście.
Był on kościołem luterańskim, w czasach gdy większość mieszkańców była protestantami, później spalony i odbudowany jako ewangelicki, a obecnie katolicki.
Wnętrze kościoła jest bardzo oryginalne i rzadko spotykane, bo znajdują się w nim aż 2 piętra, na których mogą zasiadać uczestnicy nabożeństw (obecnie czynne jest tylko 1 piętro)
Do pozostałości pruskich należy również ratusz miejski, zbudowany na starych gotyckich fundamentach.
Prawdziwą perełką architektoniczną jest XIX wieczny pałac Wiecherta, który dorobił się fortuny na przemyśle młynarskim.
Pałac cieszy oczy wspaniałą elewacją.
Z czasów międzywojennych pochodzi kościół Świętego Wojciecha, którego bryła nie ma żadnego wdzięku, lekkości ani szacownych rysów architektonicznych. Patrząc na niego stwierdziłem, że zastosowanie mieszaniny stylów i betonu może być fatalne w skutkach.
W śródmieściu Starogardu powstają galerie handlowe, których budowniczowie starają się adaptować stare budynki i stworzyć funkcjonalne centrum handlowe nie naruszając ładu architektonicznego.